Polskie drony już niebawem na wyposażeniu armii

„The Washington Times” informuje, że niebawem „Pszczoły” – drony polskiej produkcji – wejdą w skład wyposażenia transporterów opancerzonych Rosomak. Drony mogą latać na polu bitwy blisko pół godziny. Umożliwiają zarówno rozpoznanie sytuacji, jak i przeprowadzanie precyzyjnych ataków.

– Nie ma na świecie drugiego tak małego urządzenia z dwoma wbudowanymi kamerami i dodatkowo z elektromechanicznie stabilizowanym żyroskopem w dwóch wymiarach. To jest absolutnie unikalne rozwiązanie – zapewnia dyrektor ds. rozwoju naukowego i nowych technologii firmy WB Electronics S.A., Wojciech Komorniczak.

„Pszczoła” to projekt inżynierów z Instytutu Technicznego Wojsk Lotniczych. Produkcją mają się zająć firmy WB Electronics i Optimum. Pomysłodawcy miniaturowego drona zapewniają, że pozwoli on usprawnić system komunikacji w warunkach bojowych, także w trudnych warunkach miejskich.

Rozpoznawczo-uderzeniowe drony mają już wkrótce stanowić podstawowe wyposażenie wozów pancernych Rosomak. „Pszczoły” będą umieszczane na kadłubie transportera opancerzonego w specjalnych zasobnikach, które w razie potrzeby automatycznie się otworzą. System bezzałogowy „wykryj i zniszcz”, ważący około 1,3 kg, może się wznieść na wysokość ponad 100 m, przez to dla osób przebywających na ziemi będzie niewidoczny i niesłyszalny. „Pszczoła” jest w stanie dotrzeć do celów oddalonych średnio o 2 km, ale dzięki zastosowaniu systemu dodatkowych nadajników – poruszając się z prędkością od 40 do 60 km/h – może dotrzeć do celów oddalonych nawet o 5 km.

Miniaturowe drony mają pozwolić na wykrycie i zwalczanie obiektów znajdujących się poza zasięgiem standardowych urządzeń obserwacyjnych. Poza mini-dronami o przeznaczeniu obserwacyjnym WB Electronics przygotował także jednorazowe bezzałogowce uderzeniowe. Mogą one niszczyć m.in. ukryte stanowiska ogniowe.

Źródło: PCh24.pl

Czy Turcja leży w Europie?

Wejście Turcji do Unii Europejskiej stanowi jeden z najważniejszych i wzbudzających największe emocje tematów dotyczących polityki międzynarodowej.

Argumenty za wstąpieniem Turcji do UE są głównie natury gospodarczej i politycznej – jako przykład można podać możliwość uzyskania większych i pewniejszych zapasów energii oraz konieczność zawarcia sojuszu z „umiarkowanym” islamem tureckim w walce z islamskim fundamentalizmem. Jednak przeciw nim przemawiają inne, niepodważalne argumenty, prezentowane w rozmaitych dziełach wydawanych w ostatnich czasach w Europie (jak np. Alexandre Del Valle, Le Dilemme turc, ou les vraies raisons de la candidature d’Ankara, Editions des Syrtes, Paryż 2005).

 

Mit Turcji laickiej

Pierwszy mit, który należy rozwiać, to mit dotyczący istnienia Turcji „laickiej” i „prozachodniej”. To prawda, że w Turcji, po pierwszej wojnie światowej, na zgliszczach Imperium Osmańskiego powstała republika o cechach laickich, z generałem Mustafą Kemalem na czele, który w 1934 roku otrzymał tytuł Atatürka – „ojca Turków”. Od tego czasu zapoczątkowany przez Atatürka proces sekularyzacji państwa zyskał nazwę kemalizmu i był kontynuowany z żelazną konsekwencją przez wojskowych, również po jego śmierci. Jednak począwszy od lat 70., pod wpływem organizacji Bracia Muzułmańscy, rozpoczął się proces ponownej islamizacji kraju, a jego kulminacja przypadła na 2002 rok, kiedy to do władzy doszła Partia Sprawiedliwości i Postępu (AKP) Recepa ­Tayypa Erdoğana.

Wizja „nowoczesnej” i „laickiej” Turcji Kemala nie jest już realizowana. Począwszy od lat 90., turecką sceną polityczną zawładnęli islamiści. Aktualny premier Erdoğan oraz prezydent kraju Abdullah Gül są uczniami Necmettina Erbakana, twórcy ruchu na rzecz ponownej islamizacji, który rozlał się już dawno poza granice Turcji i oddziaływuje na rzesze tureckich emigrantów na Zachodzie.

Nie przypadkiem Turcja, domniemany kraj laicki, jest dzisiaj jednym z państw, w których buduje się najwięcej meczetów i w których islamskie partie cieszą się największym poparciem. Ponowna islamizacja społeczeństwa jest widoczna na wszystkich płaszczyznach. W Turcji jest 90 000 opłacanych przez państwo imamów oraz 85 000 czynnych meczetów – jeden przypada na 350 mieszkańców i jest to najwyższy wskaźnik na świecie. Obok przywróconych do użytku chust, które ponownie widuje się na ulicach i w miejscach publicznych, zakazane wcześniej przez Atatürka wezwania muezzina po arabsku znowu towarzyszą Turkom w ich codziennym życiu.

 

Groźna demokracja

Dzisiejsza Turcja jest pełna niemożliwych do pogodzenia sprzeczności. Warunkiem przyjęcia do Wspólnoty Europejskiej jest spełnianie kryteriów kopenhaskich oraz przestrzeganie zachodnich standardów demokratycznych, w obrębie których nie mieści się sprawowanie władzy przez wojsko. Jednocześnie przyczyną tego, iż Turcja nie jest dziś krajem całkowicie islamskim, jest właśnie silna pozycja wojska, które stoi na straży sekularyzmu. Wojsko, wierne dziedzictwu Kemala, jest jedynym hamulcem islamizacji. Gdyby zabrakło stosowanego przez nie przymusu, padłby ostatni bastion broniący Turcję przed fundamentalizmem.

Zwolennicy wstąpienia Turcji do Unii Europejskiej twierdzą, że byłaby ona naturalnym sojusznikiem Zachodu w walce przeciw islamizmowi. Jednak demokratyzacja Turcji niesie ze sobą upadek sekularyzmu. Unia Europejska miałaby w swych szeregach państwo całkowicie islamskie, i to powstałe w wyniku działania demokratycznych mechanizmów, które, w przypadku Turcji, wyniosłyby szybko do władzy fundamentalistów. Dzisiaj wydaje się, że Erdoğan ma zamiar posłużyć się Unią Europejską w celu obalenia władzy wojska, tak, aby Turcja mogła odnaleźć swą, zatraconą za czasów Atatürka, islamską tożsamość.

 

Przyczółek dla islamizacji Europy

Pewne jest to, że Turcja po erze Kemala, z Erdoğanem lub bez niego, zostałaby liderem świata islamskiego wewnątrz Unii i odgrywałaby w niej znaczącą rolę. Projekt konstytucji nadaje państwom-członkom proporcjonalną do liczby mieszkańców siłę polityczną. W 2015 roku Turcja, z 90 milionami mieszkańców, byłaby najludniejszym krajem UE i miałaby najwięcej przedstawicieli. Wokół niej skupialiby się muzułmanie pochodzący z całej Europy.

Unia Europejska miałaby wśród swoich członków kraj całkowicie islamski, który stanowiłby enklawę islamską w Europie, nie na zasadzie mniejszości imigrantów w różnych krajach kontynentu, ale byłoby to pełnoprawne państwo członkowskie, stojące na równi z pozostałymi państwami-członkami.

Republika Turecka mogłaby rościć prawo do objęcia sterów Parlamentu i Komisji Europejskiej i, dzierżąc już władzę, mogłaby domagać się wprowadzenia sankcji za jakiekolwiek przejawy „islamofobii”, przyczyniając się w ten sposób do przemiany Europy w „Eurabię”, zgodnie z wizją Oriany Fallaci.

 

Antychrześcijańska i antyzachodnia

Tymczasem dzisiejsza Turcja nie tylko nie jest w stanie zagwarantować bezpieczeństwa mniejszościom religijnym żyjącym na jej terenie, ale wręcz je prześladuje. Formalnie obowiązuje wolność wyznania, jednak chrześcijanom nadano status dhimmi, czyli ograniczoną autonomię prawną z jednoczesnym prawem do odprawiania określonych praktyk religijnych. Ich prawa są gwałcone, a ich życiu często zagraża niebezpieczeństwo. Izolacja, polityczne i psychologiczne zastraszanie oraz prześladowania religijne stanowią codzienne doświadczenie chrześcijan po drugiej stronie Bosforu.

Chęć wejścia Turcji do Unii Europejskiej nie musi wcale oznaczać przełomu w jej historii czy też próby „europeizacji” zwyczajów i instytucji. Celem Erdoğana jest afirmacja tureckiej tożsamości w Europie i poza nią, dzięki sile tzw. „zielonego kręgosłupa” lub „zielonej przekątnej” biegnącej z Bośni do Tracji Wschodniej.

Rolę „bastionu Zachodu” na Bliskim Wschodzie, którą w latach 50. miała odgrywać Turcja, dziś przejął Izrael. W 1994 roku turecka elita kultywująca myśl Kemala, pragnąc uczynić z Turcji „zachodnie” państwo w świecie arabskim, podpisała porozumienie o współpracy militarnej z Izraelem, natomiast w lutym 2009 roku, premier Erdoğan obraził publicznie Izrael podczas forum w Davos, po czym, po powrocie do ojczyzny, został uroczyście powitany i okrzyknięty przez tłum wymachujący tureckimi i palestyńskimi flagami „nowym Saladynem”, uznano go także za symbol dumy muzułmańskiej.

 

Jaka przyszłość?

Kwestia turecka pozostałaby niewyczerpana, jeśli ograniczylibyśmy się wyłącznie do jej politycznego i gospodarczego aspektu, pomijając jej religijne i kulturowe konsekwencje. Prawdziwym problemem, większym niż tureckie zagrożenie dla politycznej równowagi Europy, jest zatracanie chrześcijańskich korzeni naszego kontynentu, bez których nie można sobie wyobrazić godnej przyszłości dla kolejnych pokoleń.

Pozostaje życzyć sobie, aby dyskusja dotycząca powyższej kwestii nie ograniczyła swojego zasięgu wyłącznie do szczytów politycznych oraz kancelarii dyplomatycznych, ale żeby stała się przedmiotem powszechnego referendum, tak, aby można było zweryfikować, co naprawdę sądzą Europejczycy o przyjęciu Turcji do Unii Europejskiej. Wypowiedzi Kościoła na ten temat nie powinny być odbierane jako wtrącanie się do polityki, lecz raczej jako opinie na temat polityki wygłaszane z szerszego punktu widzenia – opinie kogoś, kto ocenia historię poprzez Prawdę i komu leży na sercu nie chwilowe, lecz wieczne dobro ludów i narodów.

 

Roberto de Mattei

 

 

USA sponsorują aborcję w Kenii

USA sponsorują aborcję w Kenii

 

Administracja Baracka Obamy wspiera działania mające doprowadzić do przyjęcia w Kenii proaborcyjnej konstytucji. Początkowo zamierzała ona przeznaczyć na ten cel 2 mln dol. Już wiadomo, że wyda ponad 10 mln. Zdaniem kongresmena Chrisa Smitha, to jawne naruszenie prawa federalnego. Na początku tego miesiąca trzech wpływowych kongresmenów opublikowało list, w którym oskarżyli władze federalne o złamanie prawa przez nachalną promocję kenijskiej konstytucji, która zezwoli na aborcję.

 

Tymczasem obowiązująca w prawie amerykańskim tzw. poprawka Silijander, która została dołączona do ustawy dot. udzielania pomocy zagranicznej przez rząd amerykański zakazuje lobbowania za lub przeciw aborcji, wykorzystując w tym celu fundusze federalne.

 

Tymczasem ze wstępnej analizy sprawozdań wynika, że administracja Obamy zdecydowała się przeznaczyć 2 mln dol. na promocję nowej konstytucji kenijskiej. Jednak 26 maja kongresmen Chris Smith dowiedział się od śledczych, że rząd amerykański na ten cel wyda nie 2 ale nawet 10 mln dol. Jego zdaniem należy wszcząć dochodzenie we wszystkich departamentach i agencjach amerykańskich, które zajmują się udzielaniem pomocy zagranicznej.

 

Nowa konstytucja Kenii, jak alarmują biskupi katoliccy zezwala na aborcję na żądanie i uznaje wyjątkową jurysdykcję muzułmańskich sądów cywilnych. Obowiązujące do tej pory prawo zezwala na uśmiercenie dziecka poczętego tylko w sytuacji zagrożenia życia matki.

 

za PiotrSkarga, CNA, AS

konserwa

Katoliccy biznesmeni po stronie życia

Ostatnio w prawicowych mediach pojawiła się informacja o amerykańskiej firmie dostawczej JTM Food Group, zajmującej się dystrybucją żywności dla wojska, organizacji rządowych, szkół i restauracji. Właściciel firmy publicznie przyznaje się do swoich poglądów pro-life i nie jest, bynajmniej jedynym przedstawicielem świata biznesu, który nie oddziela pracy od prywatnych przekonań.

Tony Maas, ojciec pięciorga dzieci i szef JTM Food, nie tylko otwarcie głosi swoje politycznie nieoprawne poglądy, ale nawet przyznaje, że niemożliwe jest oddzielenie ich od życia zawodowego. Jak mówi, tak został wychowany przez swoich „ekstremalnie katolickich rodziców i dziadków”. Wszyscy bracia Maas uważają za istotne otwarte przeciwstawienie się cywilizacji śmierci, dlatego na swoich ciężarówkach umieszczają dużej wielkości zdjęcia noworodków z napisem: „Życie – wspaniały wybór!” (Life. What a beautiful choice!). Oprócz tego, na firmowych samochodach widnieje również informacja: „JTM szanuje prawo do życia” (A Right to Life Company).

Owszem, właściciel firmy mógłby nie angażować się w obronę życia w tak otwarty i publiczny sposób, a za to np. anonimowo wesprzeć organizację pro-life. Tak zapewne byłoby bezpieczniej dla interesów, bez ryzyka bojkotu i utraty rządowych kontraktów. Jednak i tak od 15 lat nikt się nie poskarżył na politycznie niepoprawny przekaz, ani nie zagroził zerwaniem umowy z JTM Food, która w ubiegłym roku odnotowała sprzedaż na poziomie 100 milionów dolarów.

O tym, że czasami trzeba ponieść przykre konsekwencje w związku z działaniami na rzecz obrony nienarodzonych, przekonał się inny katolicki biznesmen. Kiedy w latach 80. Tom Monaghan, twórca Domino’s Pizza (drugiej co do wielkości firmy w USA sprzedającej pizzę) przekazał 50 tysięcy dolarów organizacji walczącej z tzw. aborcją, jego restauracje spotkał bojkot. Wątpliwe jednak, żeby Monaghan, znany z codziennego chodzenia do kościoła, poszczenia dwa razy w tygodniu o chlebie i wodzie, naprawdę się tym przejął. Dzięki poczuciu humoru i mocnemu charakterowi potrafi odpierać różne zarzuty, również związane z wydawaniem własnych pieniędzy na „niewłaściwe cele”. Kiedy wsparł kwotą 2,5 mln USD budowę katedry w Nikaragui i wyrzucono mu, że pieniądze te nie wspomogły biednych, odparł, że tego typu pomocą zajmuje się już mnóstwo ludzi.

 

Natalia Dueholm

O pozostaniu w OFE decyduje stempel polskiej poczty

Ubezpieczeni przebywający na wakacjach poza granicami kraju będą mogli oszczędzać w otwartym funduszu emerytalnym tylko, jeśli ich oświadczenie dotrze do kraju do 31 lipca.

Tylko tydzień został osobom oszczędzającym w II filarze na podjęcie decyzji o losie przyszłych składek emerytalnych. Ci, którzy do 31 lipca nie złożą oświadczenia o kontynuowaniu oszczędzania w otwartym funduszu emerytalnym, z automatu trafią do ZUS.

Ustawa określająca zasady wypłaty emerytur ze środków zgromadzonych w otwartych funduszach emerytalnych wprowadziła ograniczenia dotyczące daty składania oświadczeń. Termin 31 lipca br. uważa się za zachowany, jeżeli przed jego upływem oświadczenie zostało nadane w polskiej placówce pocztowej operatora wyznaczonego w rozumieniu ustawy z 23 listopada 2012 r. – Prawo pocztowe (Dz.U. poz. 1529). Taki zapis znalazł się bowiem w art. 11 ustawy z 6 grudnia 2013 r. o zmianie niektórych ustaw w związku z określeniem zasad wypłaty emerytur ze środków zgromadzonych w otwartych funduszach emerytalnych (Dz.U. z 2013 r. poz. 1717).

GazetaPrawna.pl

Pierwsza dymisja związana z aferą podsłuchową

Jak ustaliło RMF FM we środę posadę wiceprezesa Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa straci Andrzej Parafianowicz. Jego dymisja ma związek z nagraniami opublikowanymi przez tygodnik „Wprost”.

Parafianowicz nie otrzyma żadnej odprawy, bo jak PGNiG zapewnia odwoływanym członkom zarządu nie przysługują dodatkowe pieniądze. Jak informuje rozgłośnia dymisja Parafianowicza dotyczy jego działań, gdy było on wiceministrem finansów. W trakcie ujawnionej rozmowy z byłym ministrem transportu Sławomirem Nowakiem, Parafianowicz chwali się, że blokował między innymi postępowanie skarbówki w sprawie Nowaka i jego żony.

RMF.FM

W 2010 r. Obama zmusił dowódców wojskowych do akceptacji homoseksualistów w armii pod groźbą wyrzucenia

Podczas szkolenia kadetów admirał Robert Papp – pełniący funkcję szefa Straży Przybrzeżnej – powiedział, że prezydent Barack Obama na spotkaniu z szefostwem armii w 2010 r. zmusił dowódców wojskowych do zaakceptowania jego polityki prohomoseksualnej. Prezydent miał powiedzieć: albo akceptujecie starania na rzecz zakończenia polityki Don’t ask, Don’t tell albo rezygnujecie ze swoich stanowisk i wynoście się z wojska”.

W nagraniu wideo przekazanym redakcji Newsmax.com komendant Straży Przybrzeżnej admirał Robert Papp potwierdził, że prezydent Obama odmówił kompromisu z pięcioma dowódcami sił zbrojnych USA podczas spotkania w 2010 roku. – Zostaliśmy wezwani do Gabinetu Owalnego. Prezydent Obama spojrzał piątce wodzów prosto w oczy i powiedział: – To jest to, co chcę zrobić – mówił Papp.

Admirał przyznał, że nie może ujawnić szczegółów rozmowy, ale dodał, że prezydent postawił im ultimatum: albo zaakceptują jego propozycję zniesienia polityki zakazującej służby jawnym homoseksualistom, albo zrezygnują z pracy w armii.

 

PCh24.pl

Dzień kanonizacji – wolny od pracy?

Posłowie Solidarnej Polski zaproponowali, by niedziela 27 kwietnia – dzień uroczystości kanonizacyjnych bł. Jana Pawła II i bł. Jana XXIII – był dniem ustawowo wolnym od pracy. Jak wyjaśniali w środę w Sejmie, chodzi przede wszystkim o pracowników handlu, którzy niedziele często spędzają w pracy. W tym celu złożyli do laski marszałkowskiej projekt zmian w ustawie o dniach wolnych od pracy.

Propozycja Solidarnej Polski polega na nowelizacji ustawy z 18 stycznia 1951 (wraz z późniejszymi zmianami) o dniach wolnych od pracy. W art. 1 pkt. 1 zostałaby dodana litera „e” w brzmieniu „27 kwietnia 2014 roku – dzień kanonizacji papieża Jana Pawła II”.

„To byłby nasz gest w stosunku do ludzi, którzy ciężko pracują i często kosztem swoich dóbr duchowych muszą wykonywać pracę, bo takie obowiązuje prawo” – wyjaśniła poseł Beata Kempa.

 

Ekai.pl

Czy Uniwersytet Warszawski dyskryminuje narodowców?

Szef Sztabu Wyborczego Komitetu Wyborczego Wyborców Ruch Narodowy Krzysztof Bosak w oficjalnym oświadczeniu zarzucił władzom Uniwersytetu Warszawskiego dyskryminowanie przedstawicieli Ruchu Narodowego.

Zdaniem Bosaka Uniwersytet Warszawski ogranicza wolność słowa wielokrotnie uniemożliwiając studentom organizacje debat z politykami Ruchu Narodowego. Równocześnie, zdaniem Bosaka władze uczelni bez problemów zgadzają się na spotkania z ekstremistami lewicowymi.

Przykładem promocji lewicy, gdy narodowcy są dyskryminowani jest opisana przez Bosaka debata „Kierunek: Europa”.

„Jak się okazuje są jednak „równi i równiejsi”. Koło studenckie Ars Politica dostało zgodę władz Uniwersytetu Warszawskiego na organizację spotkania pt. „Kierunek: Europa”, na które zaproszeni zostali wyłącznie kandydaci partii parlamentarnych.

 

Prawy.pl

Polska końcem trzeciego świata

Ekonomista Krzysztof Rybiński analizuje pozycję, w jakiej dziś znalazła się Polska, do ostatniego, co stanowiło mniej więcej dekadę temu, gdy bezrobocie przeszło 20 proc. Obecnie jest mniejsze, jednakże właśnie dlatego, iż stanowi możliwość wyruszenia do roboty do zagranicznych państw UE. W kraju od kilku miechów opada zaś wartość sprzedaży detalicznej, zwłaszcza w grudniu ubiegłego roku.

Tracimy miejscowych, jednakże osiągamy przesyły majątkowe, bowiem pracujący za granicą ratują swoje biedne familie w regionie. Jeśliby nie były biedne, to nie chciałyby tychże kapitałów. Aktualne przesyły są spore, porównywalne ze miarą dopływu materiałów unijnych. Mało kto sobie to rozjaśnia, jednakże zrealizowaliśmy wzorzec progresu typowy dla krajów trzeciego świata. Polega on na tym, iż zdesperowani osobnicy, którzy nie widzą dla siebie perspektyw w rodowym regionie, przechodzą za granicę, tam urządzają rodziny i tworzą przyszłość, a do rodzimych stron przesyłają pieniądze. A gdy zdarza się okazja, szybko sprowadzają do siebie rodziny.

Krzysztof Rybiński podejmuje to zapytanie – Czyżby to nie jest dysfunkcja, iż Polska w XXI wieku kreuje schemat przyszłościowy właściwy dla marnych regionów trzeciego świata? Dowodzi o tym coraz więcej statystyk. Kraje trzeciego świata są pustyniami pomysłowości, poza unikatowymi oazami, czyli jednostkami, jakie na skutek mrzonek właścicieli lub trafu stawały się odkrywcze. Tak jest w Polsce, w rankingu oryginalności jesteśmy na przedostatnim miejscu w Europie, znacząco za Rumunią – relacjonuje.

Pozostałe znane miary trzeciego świata to demoralizacja, zatem nagminne grabienie własnych terenów poprzez zarządzających ze materiałów przekazywanych poprzez Bank Globalny i indywidualne instytucje. W Unii Europejskiej aktualnie nie ma charakterystycznej deprawacji na znaczną skalę, za to został zrobiony patologiczny schemat takiego umieszczania środków unijnych, aby to niszczyłoby, oraz nie sprzyjało rozwój.

Nie bez powodu regres egzystuje w krajach Południa Europy, jakie najwięcej brały ze surowców unijnych. W Polsce dowodem może być malejąca inwencja mimo rozdania 10 mld euro ze środków unijnych na jej wzmacnianie. Instalacja dwóch wspaniałych stadionów w Stolicy, koszty na przygotowywania, jakie kosztują dziesięć razy tyle, co powinny, a doszkalają się i oczywiście tzw. słupy. Chodniki na bezludziach, aquaparki w każdym powiecie, porażka jednostek budowlanych po realizacji kontraktów za unijne pieniądze. Sto tysięcy nowych ludzi zatrudnionych po przejściu do Unii Europejskiej. Modele można pomnażać. Demoralizacji nie ma, atoli jest coraz gorzej, albowiem za kapitały unijne wykreował się chorobliwy reżim, jaki ograbia Polskę z skłonności przyszłościowych.

Następna dewiacja toteż drogi. Nie zakładaliśmy ich, ponieważ wyjątkowo nie było pieniędzy. Pojawiły się zasoby unijne, dzięki którym zaczęliśmy budować. Rzeczywiście najdrożej na globie, gdyż tak jest w schemacie rozwojowym kraju trzeciego świata – obserwuje Rektor Uczelni Finansów oraz Biznesu „Vistula”.

Więcej na: pch24.pl